Większość osób cierpiących na ataki paniki żyje w nieustannym lęku przed kolejnym epizodem, który – jak im się wydaje – uderza zupełnie bez ostrzeżenia, niczym grom z jasnego nieba. Jednak nowoczesna neuronauka i badania nad fizjologią oddechu rzucają zupełnie nowe światło na to zjawisko. Kluczowym elementem tej układanki jest tzw. nadwrażliwość na dwutlenek węgla (CO2). U osób z zaburzeniami lękowymi ośrodki w mózgu odpowiedzialne za monitorowanie składu krwi są nadmiernie wyczulone. Nawet minimalny wzrost poziomu CO2 jest interpretowany przez organizm nie jako naturalny sygnał do wzięcia oddechu, ale jako bezpośrednie zagrożenie uduszeniem. To błędne koło sprawia, że pacjenci chronicznie hiperwentylują, próbując „pozbyć się” dwutlenku węgla, co paradoksalnie prowadzi do jeszcze większego rozregulowania systemu alarmowego.
Przełom w rozumieniu tego mechanizmu przyniosło badanie dr Alicii Meuret, które podważyło definicję ataku paniki jako odrębnego zdarzenia. Analizując dane fizjologiczne pacjentów, Meuret odkryła istnienie tzw. fazy przednapadowej, która rozpoczyna się nawet 47 minut przed momentem, w którym pacjent świadomie poczuje lęk. Okazało się, że ciało wchodzi w stan głębokiej niestabilności autonomicznej na długo przed psychologicznym wybuchem paniki. Najbardziej uderzające były zmiany w układzie oddechowym: na kilkanaście minut przed atakiem dochodzi do gwałtownego spadku objętości oddechowej, po którym następuje nagły skok ciśnienia parcjalnego CO2. To „zderzenie” fizjologiczne z dużą ilością CO2 staje się dla nadwrażliwego mózgu sygnałem do uruchomienia pełnej reakcji „walki, ucieczki lub zamrożenia”.
W tym miejscu nauka dr Meuret spotyka się z praktyką metody Butejki, która stanowi bezpośrednią odpowiedź na te biologiczne nieprawidłowości. Zamiast uczyć pacjenta, jak reagować, gdy panika już trwa, Butejko skupia się na resecie biochemicznym i odczulaniu ośrodka oddechowego na wzrost CO2. Kluczem jest tutaj praca nad zwiększeniem tolerancji na dwutlenek węgla poprzez systematyczne ćwiczenia zredukowanego oddechu. Ucząc się akceptacji lekkiego „głodu powietrza”, pacjent odwrażliwia się na poczucie braku powietrza zarówno na poziomie mentalnym jaki czysto fizjologicznym. Z czasem mózg przestaje reagować alarmem na naturalne wahania CO2, co sprawia, że „okno 47 minut”, o którym mówi Meuret, przestaje domykać się atakiem paniki.
Zastosowanie technik Butejki pozwala na interwencję w fazie, w której system nerwowy jest jeszcze podatny na logiczne wyciszenie. Zamiast popularnych, a często szkodliwych w tym stanie porad typu „weź głęboki wdech”, metoda ta sugeruje coś przeciwnego: „oddychaj mniej, delikatniej”. Takie działanie fizycznie zapobiega hipokapnii (niedoborowi CO2), która odpowiada za zwężanie naczyń krwionośnych w mózgu i towarzyszące panice zawroty głowy czy odrealnienie. Dzięki stabilizacji poziomu dwutlenku węgla w tkankach, osoba trenująca buduje biologiczną „kotwicę”, która trzyma układ autonomiczny w ryzach, zamieniając niekontrolowany wybuch lęku w proces, nad którym można nauczyć się panować jeszcze przed jego faktycznym rozpoczęciem.
Źródło:Meuret A.E., et al., Do unexpected panic attacks occur spontaneously?, Biological Psychiatry, 2011 Nov 15; 70(10): 985–991.
Dla osób zainteresowanych pogłębieniem tematu polecamy książkę lub e-book „Spokojny oddech, spokojny umysł”, który w przystępny sposób rozwija opisane mechanizmy i przedstawia praktyczne narzędzia pracy z oddechem.

